Część ludzi, którzy przyjmują testowane farmaceutyki, nie jest tego świadoma. Inni wiedzą o tym, godząc się za pieniądze na nieznane ryzyko. więcej w artykule: POLOWANIE NA KRÓLIKI DOŚWIADCZALNE - Pokaż lekarzu co masz w garażu PDF Drukuj
Spis treści
Część ludzi, którzy przyjmują testowane farmaceutyki, nie jest tego świadoma. Inni wiedzą o tym, godząc się za pieniądze na nieznane ryzyko. więcej w artykule: POLOWANIE NA KRÓLIKI DOŚWIADCZALNE
Pokaż lekarzu co masz w garażu
Koncern woli milczeć
Medyczni kamikadze
Wszystkie strony

– Nie będę rozmawiał z dziennikarzem. Zresztą jestem na urlopie – rzuca do słuchawki dr Cezary S., właściciel grudziądzkiej poradni „Dobra Praktyka Lekarska“.

O panu doktorze i jego poradni zrobiło się głośno dwa lata temu, gdy na jaw wyszła afera określana jako „testowanie szczepionki na bezdomnych”. O jej ujawnieniu zadecydował przypadek. W Schronisku im. Brata Alberta w Grudziądzu doszło do awantury. Powodem była wysokość zapłaty, jaką mężczyźni dostali za poddanie się szczepieniom przeciwko grypie – jedni dostawali po pięć złotych, a inni trzydzieści. Kierownik wezwał policję. A policja zainteresowała się dziwnymi szczepieniami, za które nie tylko się nie płaci, ale nawet dostaje pieniądze.

Po nitce do kłębka okazało się, że bezdomnych szczepiono znajdującą się w fazie badań, szczepionką Novartisu przeciwko ptasiej grypie. Zachęcając ich do badań mówiono, że zostaną zaszczepieni przeciwko grypie sezonowej.

– Termometr dostali i parę złotych. Niektórzy parę razy przychodzili, by zarobić więcej. Pielęgniarki dowodów nie sprawdzały, wymyślały jakiś PESEL – opowiada bezdomny spotkany pod schroniskiem.

Sprawa grudziądzka stała się symbolem podeptania wszelkich zasad badań klinicznych, łącznie z najważniejszą i fundamentalną zasadą, że każde takie badanie wymaga świadomej zgody pacjenta.

– Cyniczni oszuści w swej pazerności podeptali wszelkie standardy etyczne. Jeśli sąd potwierdzi ich winę, to moim zdaniem powinno się sprawdzić poprzez egzamin państwowy, czy w ogóle mogą wykonywać zawód lekarza – oburza się dr Masełbas. – A do tej pory powinno się skierować do poradni wszelkie możliwie inspekcje, łącznie z sanepidem.

– To, co zrobili lekarze w Grudziądzu, przypomina kradzież portfela w eleganckim towarzystwie. Kompletnie dyskwalifikuje te osoby – mówi dr Łuszczyna.

Lekarze z Dobrej Praktyki Lekarskiej spotykają się z ostentacyjnym potępieniem w środowiskach związanych z badaniami klinicznymi. Przekaz jest jasny – to, co zdarzyło się w Grudziądzu, to niesłychany, ale i zupełnie wyjątkowy incydent.


Ale jest parę przesłanek, by myśleć, że takie historie zdarzają się częściej.

Stutysięczny Grudziądz wygląda szaro i skromnie. To miasto z największym poziomem bezrobocia w Polsce. W centrum miasta sklepy wszystko za pięć złotych sąsiadują z chińskimi marketami oferującymi towary, których główną zaletą jest niska cena.

Również przychodnia Dobra Praktyka Lekarska sprawia skromne, by nie powiedzieć przygnębiające wrażenie. Niewielki betonowy budyneczek, gdzie mieści się kilka gabinetów lekarskich, przywodzi na myśl zgrzebne czasy socjalizmu.

Ale luksusowa willa należąca do właściciela przychodni pasuje już do zupełnie innej bajki. Mieszkańcy opowiadają też z ekscytacją o basenie i dwóch mercedesach.

– Zaskakuje, że dr S. dorobił się bardzo szybko, w dość młodym wieku. To nie jest typowe dla środowiska lekarskiego naszego miasta – mówi dziennikarka miejscowego oddziału „Gazety Pomorskiej“.

Jednak ta błyskawiczna kariera finansowa doktora S. jest znacznie mniej zaskakująca, gdy ustalam, że od dziesięciu lat zajmuje się testowaniem nowych leków. Co więcej, od osób profesjonalnie związanych z koordynacją badań klinicznych słyszę, że nigdy nie było zastrzeżeń do jego pracy.

Z pewnością tych zastrzeżeń nadal by nie było, a dr Cezary S. prosperowałby świetnie, gdyby nie bójka bezdomnych i dociekliwi policjanci.

Wszystko wskazuje na to, że dr S. jest tego doskonale świadomy i uważa, że tylko pechowy zbieg okoliczności sprawił, iż właśnie on został napiętnowany jako oszust hańbiący czystą i etyczną branżę badań klinicznych. Jawnego fałszowania dokumentacji i przebiegu badań nie wychwyciły przecież wewnętrzne kontrole przeprowadzane przez koordynatora badań, co pozwala się zastanowić, czy takie kontrole w ogóle coś wychwytują. I jaka jest wiarygodność wielu innych badań przeprowadzonych do tej pory w tej przychodni.

Być może najbardziej bulwersująca i mało znana część historii to fakt, że po wpadce dr. S. Europejska Agencja ds. Leków (EMEA) nadzorująca badania kliniczne sprawdziła również badania w innych ośrodkach, nie tylko w Polsce. Wyniki musiały być zaskakujące – w rezultacie unieważniła cały program badawczy nad szczepionką przeciw ptasiej grypie Novartisu.


Koncern woli milczeć

Czy Novartis wyciągnął jakieś wnioski z afery w Grudziądzu? Dlaczego właśnie ta placówka uczestniczyła w badaniach klinicznych? To jedne z pytań, na jakie usiłowałam uzyskać odpowiedź od koncernu.

Ale koncern milczy jak zaklęty. „Pytania przekazano kompetentnej osobie i niezwłocznie po opracowaniu odpowiedzi prześlemy je pani” – poinformowano mnie na początku grudnia. Po kilku monitach okazało się, że kompetentna osoba to rzecznik koncernu w Szwajcarii, w Polsce zaś nikt nie może powiedzieć ani słowa o Grudziądzu. Od rzecznika Novartisu w Szwajcarii oczekiwałabym raczej odpowiedzi na pytanie, czy koncern przeprowadza badania kliniczne w Chinach. To test etyki koncernów, zważywszy, że robi się je tam na więźniach politycznych. Ale tego pytania już nie zadam. Bo w jednej z agencji prasowych przeczytałam, że Novartis potwierdził, że owszem, prowadzi badania kliniczne również w Chinach.

– Wpadka z Grudziądzem kosztowała Novartis wiele milionów dolarów. Szczepionka koncernu przeciw ptasiej grypie nigdy nie trafi na rynek – mówi jeden z moich rozmówców.

Koncerny walczą, by każdy z testowanych leków znalazł się w sprzedaży jak najszybciej. Każdy dzień opóźnienia to wielomilionowe straty. Czy oznacza to, że są gotowe patrzeć przez palce na manipulacje przy testach klinicznych?



 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież